piątek, 13 lutego 2026

Stare Dobre Małżeństwo

Folk i poezja śpiewana... mi to wystarczy :) 
Moja przygoda z muzyka SDM zaczęła się od kasety "Dla wszystkich starczy miejsca" kupionej... już nawet nie pamiętam ile lat temu. Magnetofon nie raz męczył ją na auto-rewersie przez całą noc, więc można powiedzieć, że towarzyszyła moim snom. Oczywiście nie tylko ona, bo i Julee Cruise ze swoją "Floating into the Night", albo Tracy Chapman z "Crossroads", ale o Starym Dobrym Małżeństwie wspominam teraz z uwagi na niedawny koncert, na którym byłem. Właściwie to jaki koncert... to była prawie dwuipółgodzinna uczta muzyczna w wypełnionej po brzegi bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej.
Z pierwotnego składu pozostał Wojciech Czemplik i Krzysztof Myszkowski, a uzupełniają ich Tomasz Pierzchniak i Bolesław Pietraszkiewicz. Trochę brakowało mi tego drugoplanowego, ale jakże wyrazistego głosu Oli Kiełb, który tak zapada w pamięć podczas słuchania (dziś już) płyty CD. 
Mimo to jedyne co umiem z siebie wydobyć to same achy i ochy. A że jeszcze dostałem autografy... to czego chcieć więcej? 

czwartek, 15 stycznia 2026

Grzegorz Rosiński

Nowy rok rozpoczynam nowym nabytkiem... i to nie byle jakim.
Mamy wielu utalentowanych rysowników komiksów, ale Grzegorz Rosiński jest tylko jeden. Od dziecka zachwycałem się jego talentem. Mam wszystkie pierwsze wydania Thorgala, Yansa i Skargi Ziem Utraconych, ale najbardziej cenię sobie odrębne, jednotomowe historie namalowane do scenariuszy Jeana Van Hamme'a, czyli komiksy "Szninkiel" i "Western". Oba arcydzieła i oba jakże różne. "Sznikla" kupiłem w kiosku koło mojego liceum i po lekturze w pociągu stwierdziłem, że to jest po prostu coś wspaniałego. Taki crème de la crème światowego komiksu. W sumie to właściwie jest bardziej powieść graficzna. Przepiękne fantasy okraszone smakowitymi dodatkami innych gatunków. Możliwość oglądania prac Rosińskiego na wystawie w Pałacu Kultury i Nauki przyćmiła nawet wrażenia z wystawy prac Beksińkiego na Cytadeli Warszawskiej. 
Nie dane mi było nigdy spotkać tego wyjątkowego Artysty, więc nie tylko posiadanie odręcznej minigrafiki, ale już nawet sam autograf wydawał się marzeniem. No cóż, pozostało licytować... i to właśnie pierwsze wydanie "Szninkla".