niedziela, 9 października 2022

Emmanuelle Chriqui

Tę kanadyjską aktorkę po raz pierwszy zobaczyłem na ekranie gdy Canal+ emitował film familijny "Dzień bałwana". Choć w tym nieco głupawym filmie zagrała jedynie drugoplanową rolę Claire Bonner to nie dało się na nią nie zwrócić uwagi. W tym samym roku wystąpiła u boku Jonathana Tuckera w nawet nienajgorszej komedii "100 dziewczyn i ja". Ma też na koncie występ w chyba już klasycznym horrorze (w zasadzie to z rodzaju określanego angielskim terminem slasher) "Droga bez powrotu", a także w kasowym sukcesie jakim w 2008 roku była komedia "Nie zadzieraj z fryzjerem". No dobra, to głupi film jak nic, ale uśmiałem się na nim więcej niż raz :).

Jak sama przyznaje, codziennie pije kawę. To tak jak ja :). Na moim kubku napisane jest "Najpierw kawa, potem rządzenie światem" ;).

Autograf z certyfikatem BAS kupiłem przy okazji nabywania innych u dobrze mi znanego renomowanego sprzedawcy w Stanach Zjednoczonych. Licytacja poszła dobrze i wydałem bardziej niż akceptowalną kwotę. Jedyny minus, że zdjęcie jest ogromne. Niektóry uznaliby to wręcz za plus, ale ja mam problem z miejscem na ścianie.  

Lari White

Są takie autografy, które po prostu muszę mieć! Czasami jedna mała rola zrobi na mnie takie wrażenie, że zapamiętuję ją najbardziej z całego filmu. Gdy pierwszy raz obejrzałem "Cast away", czyli uwspółcześnioną historię Robinsona Crusoe to miałem mieszane uczucia, ale film zmusił mnie do zadumy. Urzekła mnie końcowa scena. Właśnie w niej poznajmy postać, która pojawia się już na samym początku historii i zamyka klamrą część opowieści. W rolę Bettiny Peterson wcieliła się amerykańska piosenkarka country Lari White. O tak, zależało mi na jej autografie. 

Lari White zmarła na raka otrzewnej 23 stycznia 2018 roku, zaledwie cztery miesiące po postawieniu diagnozy. Wtedy moje zainteresowanie zdobywaniem autografów było jeszcze w powijakach. Szczęśliwie piosenkarka zostawiła po sobie całkiem sporo autografów rozdanych na okładkach płyt i na zdjęciach. Z racji mojej fascynacji grafologią zdecydowałem się na zakup listu do jednego z fanów. Wyszło mi sporo treści do analizy, bo Lari White miała naprawdę interesujący charakter pisma. Poniżej przedstawiam końcówkę listu wklejoną pod kadr z filmu. 

Później, przy okazji większych zakupów udało mi się też kupić kartę ze zdjęciem i autografem, więc mam w kolekcji dwa :).  

wtorek, 4 października 2022

Richard Cunningham

To może jeszcze jeden imperialny :).
Tym razem już całkowicie epizodyczna postać, bez większego znaczenia dla filmu, ale... o film właśnie tu chodzi. "Łotr 1 " to jedyna pełnometrażowa produkcja po czasach Lucasa, którą uważam za wartościową. Autograf każdego, kto pojawia się na planie tego filmu, ma szczególne miejsce w mojej kolekcji. Richard Cunningham wcielił się w postać generała Ramdy, dowódcy garnizonu w imperialnym kompleksie na Scariff.

Kenneth Colley

"Komandorze Piett! Proszę przygotować się do wysadzenia desantu poza polem siłowym i rozwinąć flotę tak, aby nic nie wydostało się z planety. Pan tu teraz dowodzi... admirale Piett"

Jedna z moich ulubionych scen... w moim autorskim tłumaczeniu, bowiem powszechne jest tłumaczenie "captain" jako "kapitan", ale jeśli ściśle wiązać to do stopni wojskowych we flocie u nas jest to raczej komandor. Zresztą tłumaczenie stopni w filmach i książkach Star Wars obarczone jest pewnym niezrozumieniem różnic pomiędzy flotą, a oddziałami lądowymi. Błędów w tłumaczeniach jest tyle co skwarków w dobrej kaszy. Ot np. gdy Ahsoka dostaje pierwsze zadanie bojowe jest tytułowana "commander Tano", co jest tłumaczenie jako "dowódca Tano". Tyle, że "commander" w języku angielskim ma dwa znaczenia i drugim jest... stopień wojskowy. Ale dość już tego pobocznego ględzenia. Pora wrócić do bohatera tego wpisu. 

Ken Colley nie ma na koncie wielkich ról filmowych. Zazwyczaj grał postacie drugoplanowe lub epizodyczne. Można byłoby wymienić te bardziej znane tytuły czyli "Żywot Briana" lub "Firefox"... ale... wejście w uniwersum gwiezdnych wojen to coś, czego nie można porównać z niczym innym. Szacuje się, że co trzeci człowiek na świecie, choć raz oglądał coś co opowiada o wydarzeniach dawno, dawno temu, gdzieś w odległej galaktyce...
Postać admirała Firmusa Pietta pojawia się na ekranie jedynie przez 3 minuty. O zgrozo! To dwa razy mniej niż np. Holdo. Pomimo tego Colley'owi to wystarczyło, by nadać roli ciekawy charakter i zrobił to wyśmienicie. Warto też sięgnąć po książkę, by rozbudować tę postać o jej przemyślenia. 

Mam 6 autografów Kena Colley'a, ale żadnego nie zdobyłem listownie. Może powinienem spróbować?